To jest super w podróżach samochodem. Jedziesz sobie gdzieś, już powoli zaczynasz wątpić, że twój cel istnieje, bo wkoło tylko kurz i krzaki i od wielu mil nie widziałeś oznak cywilizacji i nagle widzisz: kowbojów, Meksykanów w kolorowych strojach czy po prostu jakąś grupę bawiących się ludzi. Uwielbiam ten moment kiedy nagle z nicości trafia się na jakiś lokalny festyn czy imprezę. Jest swojsko, spokojnie, jest muzyka, która w takich miejscach nie jest tak bezwzględna jeśli chodzi o rytm, czystość dźwięku, tempo czy utwór, byleby grali i śpiewali a czy równo i czy w ogóle to samo to nie jest tak ważne. No i są tu ludzie, często znają się od lat, należą do tej samej społeczności kowbojskiej, meksykańskiej czy jakiejkolwiek innej no i jesteśmy my.

Przed wyjazdem do Stanów mówiłam do Grześka, że super byłoby trafić na jakiś występ meksykańskiej kapeli i trafiliśmy na kempingu Rockhound. Na tym kempingu trafiliśmy na jeszcze inną niespodziankę, mniej przyjemną. Pytaliście nas o robale na kempingu, no to na tym filmie pokażemy wam wersję hardcore, pokażemy wam też burgery zanim stały się burgerami i opowiemy dlaczego Igor (4 lata) może w Walmarcie kupić cydr bez dowodu, a ja (Sylwia, 29 lat) nie mogę nawet z paszportem.

Praktyczne informacje:

Kemping: 10 $ za noc, warunki bardzo dobre, ciepłe prysznice, prąd.

WWW: https://www.reserveamerica.com/camping/rockhound/r/campgroundDetails.do?contractCode=NM&parkId=430026

Atrakcje w okolicy: White Sands, Rockhound State Park, Tucson, Park Narodowy Saguaro

Jak znaleźć lokaly event, co cię może zaskoczyć i jak się przygotować: http://tuiwszedzie.pl/eventy_w_stanach/