Po gorącym dniu w Parku Narodowym Zion zimniejsza noc trochę nas zdziwiła. Do tej pory raczej gotowaliśmy się w namiocie jak warzywa na parze, a tym razem ktoś nam nagle tą parę przykręcił. Nawet kurtki poszły w ruch. Już lepiej było się gotować. Kilka dni wcześniej, śpiąc nad Kern River marzyliśmy o odrobinie chłodu. No to mamy. Musimy uważać, czego sobie życzymy, bo jak widać ktoś to wszystko traktuje bardzo poważnie.

Kolejna noc też nas nie rozpieściła. Było 10 stopni C. Niby przyzwoicie, ludzie śpią w namiotach przy niższych temperaturach. Ale my nie jesteśmy hardcorowcami i nasze śpiwory też do takich nie należą. W dodatku kiedy już się przyzwyczaisz do temperatury nie spadającej poniżej 25, to te dziesięć robi się jakby zimniejsze.  Za to kemping miał dla nas coś na zadośćuczynienie. Nasze miejsce namiotowe znajdowało się jakieś 50 metrów od jednego z najsłynniejszych i ponoć najpiękniejszych miejsc w Stanach Zjednoczonych…

A pomiędzy tymi zimnymi nocami był też ciepły posiłek. Nawet nam się trochę nagrał, więc jeżeli jesteście ciekawi jak to jest z tymi napiwkami i rachunkami w Stanach to zobaczcie nasz nowy vlog: