No i dotarliśmy. Uparliśmy się, żeby zobaczyć ten Wielki Kanion i zobaczyliśmy. Co tu dużo mówić, no wielki, nazwa mówi sama za siebie. Tak Wielki, że powiedzenie, że trudno go objąć wzrokiem, nabiera nowego znaczenia. Jeden z przewodników Kanionu opowiadał turystom, że sam wzrok schodzi na dno Kanionu siedem dni. I chyba bardzo się nie pomylił. Nam wypatrzenie w dole niebiesko-seledynowej nitki rzeki Kolorado zajęło 3 dni(choć tu głównym sprawcą zamieszania była mgła). Ta „Wielkość” to jego największa chluba, ale też chyba i największa wada.

Za

Największy (choć nie najgłębszy), najbardziej znany. Jego sława obiegła cały świat i jeśli gdziekolwiek na świecie rozmawia, albo myśli się o Stanach, o tym z czego są znane, pewnie Wielki Kanion pojawia się w towarzystwie Statui Wolności i burgerów. Wobec jego walorów nie można przejść obojętnie. Jest monumentalny i taki też jest widok jaki roztacza się z jego krawędzi. Jego rozmiar jest nie do opisania, więc dopiero kiedy tak patrzysz w te kilometry przepaści dociera do ciebie z czym masz do czynienia. To pewnie jedno z niewielu miejsc na świecie gdzie „ogrom” przybiera fizyczną postać. To co próbuję opisać najlepiej oddało to, jak głośno i jak długo Igor nabierał powietrza kiedy pierwszy raz podszedł do przepaści: yyyyyyyyy.

A nawet przeciw

Gdy coś jest naj: największe, najbardziej znane, najpiękniejsze, zawsze budzi duże zainteresowanie. No może z wyjątkiem największego na świecie pomnika pistacji w Nowym Meksyku. A gdzie duże zainteresowanie i betonowa droga tam dużo samochodów i ludzi. Na południową krawędź najlepiej przyjechać do południa jeśli liczysz na miejsce parkingowe blisko Visitors Center. Autobusy, które jeżdżą po parku mogą być przepełnione, a najbardziej znane punkty widokowe zatłoczone. Chociaż kilkadziesiąt metrów od punktów widokowych, parkingów i obiektów dla turystów już robi się zdecydowanie luźniej.

Druga wada bycia największym kanionem jest taka, że wszyscy spodziewają się petardy. Tymczasem kiedy napatrzysz się już na piękno Zionu lub Doliny Śmierci to petarda Wielkiego Kanionu może nie mieć już takiego rozrzutu w twoim mózgu.

Wielki Kanion jest tak wielki, że pod koniec 5 kilometrowego szlaku wzdłuż krawędzi widok prawie wcale się nie zmienił. Szlak miał dla nas inne niespodzianki jak dwa młode łosie skubiące gałązki kilka metrów od szlaku, albo wystawę skał rozstawionych wzdłuż krawędzi (Igor jako kolekcjoner musiał każdego dotknąć), ale sam widok pozostał uparcie niezmienny. Co po pewnym czasie trochę nas znużyło. Zwłaszcza, że Ameryka przyzwyczaiła nas  już do niesamowitej, wręcz zaskakującej, zmienności i różnorodności krajobrazu. Dopiero po odjechaniu około 30 km do punktu widokowego Desert View zobaczyliśmy trochę inne oblicze Kanionu.

Nie zrozumcie nas źle, Wielki Kanion jest pięknym miejscem, ale może rzeczywiście trochę przereklamowanym i, zwłaszcza na południowej krawędzi, zatłoczonym. Warto tu przyjechać i zmierzyć się z legendą Wielkiego Kanionu, choć chyba lepiej w pamięć zapadają miejsca, po których wiele się nie spodziewasz a wiele dostajesz. No, ale Wow jest, zobaczcie:

 

Wstęp do Parku Narodowego Wielkiego Kanionu: Annual pass / 30$ od samochodu

Jak poruszać się po Parku: wzdłuż południowej krawędzi ciągnie się długi szlak pieszy. Po parku jeździ też kilka linii darmowych autobusów. Więc możliwości jest wiele. Można ruszyć na szlak, lub złapać autobus i zatrzymywać się w punktach widokowych (to pozwala też zdobyć większą odległość a tym samym inną perspektywę). My wybraliśmy opcję łączoną: spacer w jedną stronę, z powrotem podwózka.

Najciekawsze punkty widokowe:

  • Desert View – punkt widokowy z kamienną wieżą obserwacyjną oddalony około 30 km od Visitors Center w kierunku
  • Skywalk – taki tam balkonik nad Wielkim Kanionem, tylko że ze szklaną podłogą. Wstęp biletowany.