fbpx

Dziecko w podróży po USA: TOP 10 atrakcji Igora

atrakcje dla dzieci w USA

Ten artykuł powstał we współpracy z Igorem – naszym 4 latkiem. Tak na prawdę wszystkie materiały powstają we współpracy z nim, bo nie ma innego wyjścia, przecież podróżujemy razem :). Jeśli nie ma go na zdjęciu lub filmowym kadrze to możecie być pewni, że jest tuż obok (albo nawet ten aparat trzyma), a kiedy piszę tekst to czasem zagląda mi przez ramię, a nawet pomaga wybierać zdjęcia do tekstu. Pomaga tworzyć trasę a jego zdanie ma duży wpływ na nasze podróżnicze plany. Więc współpraca jest daleko idąca. Ale w tym przypadku można powiedzieć, że to Igor jest odpowiedzialny za merytorykę tekstu, więc wszelkie uwagi będą z nim konsultowane. Jak to bywa we współpracy z 4 latkami, nie zawsze jest łatwo, ale raczej zawsze jest fajnie, więc też ta lista 10 najlepszych atrakcji dla dzieci w Stanach wg. Igora podpowie wam kilka fajnych sposobów na naprawdę dobrą, rodzinną zabawę.

1. Kemping

Jakkolwiek nie wyda się Wam to dziwne, to właśnie kemping znalazł się na pierwszym miejscu w rankingu atrakcji Igora. Kiedy pisałam relację z naszej wyprawy Z 4 latkiem przez Amerykę dla Magazynu Together poprosiłam o pomoc Igora (to przecież magazyn dla rodzin). Zapytałam go co mu się w tych Stanach najbardziej podobało, a on na to: “baseball, namioty, zabawa w kowboje, jeszcze mi się wingsy podobały (skrzydełka w sosie barbecue – przypis) i jak szukaliśmy strzałki to też napisz (bo od skrzydełek przestałam notować)”. I pamiętam, że wtedy pomyślałam: „no dzięki synek”, ale potem dotarło do mnie, że większość tych rzeczy robiliśmy właśnie na kempingu. Więc artykuł do gazety był o kempingach. A i teraz, kiedy usiedliśmy sobie powspominać przy zdjęciach naszą wyprawę żeby wybrać tych 10 największych atrakcji to namioty były na pierwszym miejscu.

Kontakt z przyrodą, czas wolny na zabawę w kowbojów, szeryfów czy komandosów przez nawet kilka godzin na dworze, te wszystkie patyki i kamienie, z których można zrobić świetny użytek, ścieżki gdzie można iść się trochę poszwendać. Czy może być coś lepszego dla takiego kilkulatka?

No jeszcze czas wspólny z rodziną: wspólne rozkładanie namiotu, rozpalanie ogniska czy grilla, gra w domino czy cokolwiek.

Kemping daje to co w dzieciństwie najfajniejsze: beztroską zabawę i czas z rodziną.

2. To dinozaurowe muzeum czyli Muzeum Historii Naturalnej

Muzeum to z reguły nie jest to co „misie lubią najbardziej”. Ale kiedy jest to muzeum gdzie można zobaczyć, a może nawet dotknąć, kości dinozaura czy meteorytu, zobaczyć archeologów przy pracy, sterować modelem marsjańskiego jeździka albo odbyć podróż w czasie w specjalnym, kosmicznie wyglądającym pojeździe to już sprawa wygląda zupełnie inaczej. Jest to super sprawa, nie tylko dla fanów dinozaurów, ale dla każdego małego odkrywcy, a w wieku tych kilku-kilkunastu lat każdy jest jeszcze odkrywcą na pełen etat. Z resztą dorośli też nie będą się nudzić.

I nie musi to być wcale muzeum historii naturalnej światowej sławy. Takich muzeów w Stanach jest dużo, w końcu nakopali tam tych szkieletów całkiem sporo i nawet te najmniejsze są bardzo ciekawe, a w dodatku wstęp do nich jest dużo tańszy. W takim muzeum byliśmy dwa razy: w Oklahomie i w Albuquerque. W Oklahomie, gdzie widzieliśmy największą dinozaurzą czaszkę jaką kiedykolwiek znaleziono, za wstęp płaciliśmy 8$ za dorosłego a Igor wszedł za darmo (do 4 lat za darmo, potem 5$). I tyle samo zapłaciliśmy w Albuquerque gdzie stoi drugi co do wielkości szkielet T-Reksa i gdzie pracownicy tylko czekają na dzieci z milionem ciekawostek i autentyczną kością dinozaura, którą można dotknąć.

3. „Fajnie było spotkać zwierzaka”

Wielką frajdą dla każdego dziecka będzie odwiedzenie zwierzaka w jego naturalnym środowisku, a o to wcale nie trudno. Wystarczy kilka razy wybrać się na szlak w Parkach Narodowych, albo po prostu dłużej poprzebywać na łonie natury. Nad Wielkim Kanionem widzieliśmy łosia, w Zionie sarny i barana, barany górskie spotkaliśmy też w Joshua Three National Park, a w zatoce w Morro Bay widzieliśmy stado bawiących się fok (to akurat nie jest żaden park, tylko miasteczko nad oceanem). Króliki, myszki, które Igor zaklasyfikował do gatunku włosiastoogoniastych, były wręcz codziennymi gośćmi na kempingu, zwłaszcza kiedy jedliśmy kolację.

 

 

4. Pływanie

No tu macie dużo możliwości. Opcja numer jeden to oczywiście ocean, ale kąpiel w jeziorach czy skakanie ze skalnych półek do rzeki w napotkanym po drodze parku narodowym czy stanowym to też niezła zabawa. Igor nie pogardzi też basenem w przydrożnym hotelu z widokiem na parking.

My strach do wody przełamaliśmy dzięki okularkom do pływania z superbohatermenami, które kupiliśmy za dolara w Walmarcie. O ile ciekawsza będzie kąpiel w rzece jeśli widzisz ryby, a nad oceanem kiedy zaleje Cię fala oczy nie będą piekły od słonej wody.

 

Dla młodszych dzieci polecamy jeszcze pływaki na ramiona z pasem na klatkę piersiową zapinany na plecach, który pozwala dziecku na samodzielne pływanie na głębokiej wodzie z prawidłową pozycją.

5. Las Vegas

Na liście Igora znalazły się też Statua Wolniści, ta mniejsza ta z Vegas (jak to mówił Gru z bajki „Jak Ukraść Ksieżyc”) i Wieża Eiffla, też ta z Vegas. Chociaż Vegas mi też się podobało przyznam, że średnio widzę tu potencjał Vegas jako dziecięcej atrakcji, ale to nie ja tu rządzę. Może to kwestia tego, że w Vegas są miniatury wielu miast i można cały świat zobaczyć w jeden dzień?

 

6. Baseball

Z prawie każdego wyjazdu Igor przywozi pasję do jakiegoś sportu, w który potem gramy razem przez następne pół roku. Ze Stanów Igor przywiózł pasję do baseballa, baseballowy kij i rękawicę oraz całkiem niezłe uderzenie.

Wizyta w innym kraju to świetna okazja żeby spróbować sił w sportach i aktywnościach, o które trudniej u nas. Jeśli lubicie sport to warto też się wybrać całą rodziną na mecz. Czy to baseballa, footballu amerykańskiego, a może lacrossea. W organizacji sportowych imprez są tu naprawdę dobrzy, a często dzieci czeka jakaś miła niespodzianka. Np. w San Diego dzieci mają do dyspozycji mini boisko i sprzęt 😉

7. White Sands

Czy może być bardziej epicka i wyjątkowa atrakcja niż zjeżdżanie na sankach po białej pustyni? Co prawda prędkość nie ta co na śniegu, ale Igorowi to wcale nie przeszkadzało w zjazdach.

8. Kaktusy Saguaro

 

Igora marzeniem było zobaczyć kaktusy, nie takie w doniczkach, tylko takie normalne, rosnące na pustyni, a najlepiej w lesie kaktusów. I taki las kaktusów zobaczył w Saguaro National Park

Domyślam się, że nie wszystkie dzieci marzą żeby zobaczyć las kaktusów, ale myślę że każde dziecko odnajdzie przyjemność w spacerach w takich niezwykłych miejscach jak las kaktusów Saguaro, które przypominają postacie z bajki, albo las Sekwoi, które wyglądają jak nogi olbrzymiego mamuta.

9. Jazda dżipem po pustyni

W Arizonie wybraliśmy się do pięknego kanionu Antylopy. Ale to nie piękny kanion, nie kontakt z cudem natury, ale kilkuminutowa jazda dżipem do kanionu to jedno z najlepszych wspomnień Igora. Ok, sam kanion też mu się podobał, to w ogóle był jego pomysł, żeby tam pojechać (widział zdjęcie w jednej z restauracji), ale dżip i tak przebił wszystkie widoki. Musze przyznać, że jazda była niezła i trzeba było się mocno trzymać.

10. Petroglify – odkrycie dowodu na istnienie starożytnych Minionków

W Nowym Meksyku zatrzymaliśmy się na kempingu w Three Rivers State Park. Z kempingu prowadził szlak wzdłuż którego ukrytych jest ponad 21000 petroglifów wydrapanych w kamieniach nawet ponad 1000 lat temu. Szukanie pradawnych rysunków i zgadywanie ich znaczenia było świetną zabawą. Zwłaszcza, że Igor na jednym z nich znalazł dowód na istnienie starożytnych Minionków.

Mama napisz na koniec: Igorkowi się podobało wszystko, dobra?

Więc pisze: Igorkowi podobało się wszystko. W dzień odlotu mówił, że zostałby jeszcze 99 dni.

Jak widać taka wyprawa może być dla dziecka świetną przygodą nawet bez wydawania kasy na wejściówki do takich dziecięcych królestw rozrywki jak Legoland czy Disneyland. Nie neguję tych atrakcji, zwłaszcza jeśli dziecko jest fanem klocków lego lub Elzy czy Zygzaka McQuinna, ale na pewno można się bez nich obejść. Tak naprawdę największą wartością jaką dziecko może w podróży dostać jest Twój czas i Ty. Więc gwarantuję Ci, że jeśli gdzieś na plaży razem zagracie w piłkę, albo razem zbudujecie zamek z piasku będzie to dla dziecka bardziej wartościowa atrakcja niż wszystkie parki rozrywki razem wzięte.

Mam nadzieję, że któraś z atrakcji Igora Cię zainteresowała, będzie nam miło, jeśli podzielisz się tą informacją z nami w komentarzu. A jeśli masz sprawdzone inne fajne miejsca do odwiedzenia z dzieckiem w Stanach daj koniecznie znać. Bo ta wyprawa do Stanów to nie nasze ostatnie słowo w tym temacie i chętnie skorzystamy z Twojej rady w przyszłości.

 

 

Sylwia Kołpuć
Sylwia Kołpuć
spostrzegawcza, trochę nieśmiała, podatna na nastroje i klimaty, ze skłonnościami do zachwytu i melancholii, autorka większości tekstów na blogu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *