Deira. Przez Dubai Creek za 1PLN

Będąc w Dubaju rok temu (http://bit.ly/milionyMonet) spacerowaliśmy wzdłuż atrakcji z przewodników i nawet nie podejrzewaliśmy o istnieniu takiego Dubaju jaki poznaliśmy tamtego wieczoru. Takiego, w którym można tanio i dobrze zjeść, w którym można przepłynąć się łódką za złotówkę. W którym życie nie toczy się w ekskluzywnych barach w cudach i dziwach architektury, a na ulicy. Takiego barwnego, pełnego życia i niezwykłego jak ten Dubaj w Deirze

 

Deira – Stary Dubaj

Deira jest nazywana Starym Dubajem, chociaż Dubaj wcale nie jest taki znowu stary. W każdym razie to tu wzrosło pierwsze z centrów tego miasta. A jeszcze wcześniej, kiedy tu mieszkał Szejk w takiej większej lepianej chałupie (Szejk tu mieszkał, bo wtedy każdy tu mieszkał. Nie było innego Dubaju) Dubaj był małą wioską poławiaczy pereł. To było zanim w ZEA odkryli złoża innego, jeszcze cenniejszego surowca, który wystrzelił Dubaj w kosmos urbanizacji i rozwoju, tak że w 50 lat z tej starej wioski poławiaczy pereł powstała jedna z większych metropolii na świecie (widzicie pewną analogię do Gdyni? ;)).

 

Deira szybko przestała być głównym centrum miasta. Generalnie co kilka lat budują nowe, większe centrum, które staje się lepsze i modniejsze. Teraz to porzucone pierwsze centrum jest dzielnicą dla ludzi, którzy napłynęli tu z całego świata. Mieszkają tu Pakistańczycy, Azjaci, Hindusi, Afykańczycy. W niewielkich mieszkaniach żyją całe rodziny, albo tak z 8 chłopa, którzy swoje rodziny zostawili w ojczyźnie i z dubajskiej pensji utrzymują siebie tutaj i żonę z dziećmi w Indiach czy Pakistanie.

Przechadzając się ulicami Deiry można doświadczyć niezliczenie wielu kultur świata. To prawie jak wystawa tradycyjnych strojów ludowych. I taki trochę festiwal nieznanych obyczajów, które mogą nas zdziwić (np. widok mężczyzn trzymających się za ręce lub obejmujących się). Ta różnorodność i poziom decybeli mogą przyprawić o zawrót głowy.

To był piątek, tutaj to dzień święty. Dopóki świeciło słońce Deira była wymarła. Nie działało nic, te wszystkie kuchnie całego świata były pozamykane. Nawet metro w piątki kursuje od 10. Ale wieczorem Deira jest zupełnie inna. Wieczorem wybraliśmy się zobaczyć zapasy pakistańskich robotników na piachu – kushti. Tradycyjne zapasy odbywały się kiedyś niedaleko targu rybnego na kawałku pustej przestrzeni pokrytej pyłem. Ale wolną przestrzeń zawsze można zmienić na zabudowaną przestrzeń, więc zobaczyliśmy tylko dźwigi. Ale za to zanim się zorientowaliśmy znaleźliśmy się pośród głośnego, barwnego i trochę jeszcze dla nas dziwnego tłumu.

Dubai Creek

Dubai Creek to kanał przecinający Bur Dubai i Deirę. Pogłębienie i uregulowanie kanału też przyczyniło się do rozwoju handlu i miasta. Ale jeśli planujesz spacer po soukach (bazarach) to drogę odetnie Ci Dubai Creek. Tą przeszkodę można pokonać w dość przyjemy i tani sposób. Na drugi brzeg co chwila przewożą abry – drewniane łodzie motorowe. Przeprawa kosztuje tylko 1 AED (1 AED to około 1 zł). Od powierzchni wody odbijają się światła i dźwięki Deiry. Tylko śmierdzi trochę od silnika disela. Ale warto. Zobaczcie na filmie jak wygląda taki wieczorny rejs.

Deira przyciągnie nas jeszcze kilka razy. Niedługo pokażemy Wam i opowiemy o słynnych targach: textile souk, gold souk, spice souk. Będziemy mieć dla Was całkiem zgrabny i kompleksowy przewodnik po najciekawszych miejscach w Deirze i niezbędny przewodnik jak wytargować najlepszą cenę na soukach więc śledźcie nas tu i na facebooku: klik, i na youtube: klik a nic Was nie ominie.

Garść faktów:

Czas na Deirę – piątek jest w Dubaju dniem świętym i wolnym od pracy. Bardziej turystyczne dzielnice mniej się tym przejmują, ale Deira przejmuje się bardzo. Do tego stopnia, że nie znaleźliśmy żadnej otwartej restauracji (poza centrum handlowym). Na spacer po Deirze lepiej wybrać się wieczorem, albo wybrać inny dzień.

Abra – koszt przeprawy abrą to 1AED od osoby. Dzieci za darmo. Łódki kursują non stop i nie ma problemu żeby dostać się na pokład nawet kiedy jest duży ruch. Najpierw znajdujesz przystań (abra kursuje w obie strony), wsiadasz na łódkę a potem taki pan chodzi i zbiera od każdego po diramie.

Strój – O ile w Marinie czy Downtown Dubai stroje przechodniów mogą nie różnić się bardzo od tych, do których widoku jesteśmy przyzwyczajeni w Europie o tyle tu stroje są bardziej tradycyjne. Lepiej zakryć ramiona i tyłek powyżej kolan.

 

Sylwia Kołpuć
Sylwia Kołpuć
spostrzegawcza, trochę nieśmiała, podatna na nastroje i klimaty, ze skłonnościami do zachwytu i melancholii, autorka większości tekstów na blogu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *