Podróżując po różnych krajach i kontynentach szukamy i poznajemy smaczki, akcenty i kulturę tych miejsc. Ale dziwimy się najbardziej kiedy gdzieś tam w innym świecie, innej kulturze, w obcej mowie spotkamy nasz, polski akcent. Wtedy nasze głosy robią się takie bardziej piskliwe, twarze przybierają dziwne miny i  często padają słowa: „o mój Boże to nasi!” „o mój Boże pierogi!”. W Polsce na ulicy pewnie nie zwrócilibyśmy  uwagi: na innego Polaka tylko dlatego że jest Polakiem, na jakiś polski napis, polską kiełbasę w sklepie czy nasze „dzień dobry” a tam w podróży te „zwykłe” spotkania potrafią się zmienić co najmniej w fajną anegdotę z podróży. My nazbieraliśmy takich kilka.

Podróże z Lewandowskim

Może zwróciliście uwagę, że zdarza nam się nosić tak zwaną: odzież patriotyczną. O ile w Polsce często mimo takiego stroju pozostajemy niezauważeni, co w sumie jest zrozumiałe, bo noszenie polskich symboli w Polsce nie powinno dziwić to za granicą już sam nasz strój stanowi pretekst do rozmowy na temat tego skąd jesteśmy. No i w tych koszulkach znacznie łatwiej znajdujemy rodaków na obczyźnie. Pewnie gdybyśmy przeszli tymi samymi drogami w  zwykłych bluzkach nie spotkalibyśmy tylu Polaków, pewnie tylko minęlibyśmy się w tłumie turystów.

Najlepszym wykrywaczem Polaków jest Igor ubrany w koszulkę Roberta Lewandowskiego. Do dnia, w którym Igor w tej koszulce przewędrował na Horseshoe Bend nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego jak wielu Polaków podróżuje po Stanach. Co trzecia mijana osoba witała się z nami słowami „Siema Robert!”, z entuzjazmem takim jakby Igor- Robert naprawdę grał w reprezentacji, co swoją drogą Igorowi bardzo by odpowiadało

Szkoto – Australijczyk z radarem polskiego akcentu

Spacerujemy sobie deptakiem wzdłuż Venice Beach w Los Angeles i w pewnym momencie zaczepia nas jakiś facet.

– Jesteście z Polski.

– Tak.

– Jeździcie już jakiś czas po tych Stanach.

– Tak.

– Jestem prywatnym detektywem i od tygodnia jeżdżę za wami i was śledzę – tu na poparcie tego twierdzenia przytoczył kilka wyjaśnień, które ze względu na szok zapomniałam.

To nie był prywatny detektyw tylko Szkot mieszkający w Australii, który miał niezwykłą zdolność wychwytywania języka Polskiego, mimo że po Polsku nie mówił ani słowa.  Po prostu miał czułe ucho i w kilka sekund był w stanie namierzyć w tłumie polski akcent. Takie żarty robił przynajmniej raz dziennie. Podróżował ze swoją partnerką Barbarą, która jest polskiego pochodzenia i była pod wrażeniem jego specjalnej mocy, zwłaszcza że dzięki temu mogła porozmawiać w swoim ojczystym języku. I tak chyba z pół godziny gadaliśmy mieszanym polsko-angielskim. Rozmawialiśmy między innymi o Josepie Conradzie pisarzu, który był szczególnie bliski naszemu detektywowi, bo Conrad mieszkał w Szkocji a pochodził z Polski, którą darzył sentymentem. Chyba miał swoją prywatną misję, żeby namówić jak najwięcej osób do przeczytania „Jądra ciemności” Conrada. Musieliśmy obiecać, że przeczytamy 🙂

Wielki komunistyczny kraj

Takiego spojrzenia na nasz kraj się nie spodziewaliśmy, a jednak. Pewien kierowca taksówki, hindus z pochodzenia, który wiózł Grześka po Dubaju kiedy dowiedział się, że pochodzi z Polski powiedział: „Polska to wielki komunistyczny kraj. Ja jestem komunistą i Polskę bardzo szanuję.”. Widać nasza Polska nie jedno ma imię.

„Dzień dobry”

Często w spotkaniach z tubylcami pierwsze pytanie jakie pada dotyczy naszego pochodzenia. Zwłaszcza w Stanach. Najczęstszą reakcją jest: „Acha, to wspaniale” które w wolnym tłumaczeniu oznacza, że rozmówca nie bardzo wie gdzie Polska leży albo usiłuje sobie to przypomnieć. W sumie to się nie dziwię. Umiejętność wskazania wszystkich krajów świata na mapie wraz z ich stolicami, wbrew opinii mojej nauczycielki geografii z podstawówki, nie jest najważniejszą umiejętnością mogącą się przydać w życiu. Ale kiedy na informację, że jesteś z Polski usłyszysz od tubylca: „Dzień dobry” , zwłaszcza kiedy 100 razy wcześniej słyszałeś tylko, że to wspaniale, no to tym razem to ty będziesz w szoku i to ty będziesz ukrywał zdziwienie.

Dziewczyny jak maliny

Od zawsze słyszałam, że w Polski są pięknymi kobietami, ale raczej u nas, od Polaków. Ale chyba rzeczywiście jesteśmy. Kiedy już spotkaliśmy jakiegoś tubylca obcego kraju, który wiedział czym jest Polska, bardzo często tą wiedzę zawdzięczał właśnie kobiecie. Amerykanin litewskiego pochodzenia, którego poznaliśmy w Navajo National Monument miał dziewczynę w Krakowie, facet, który sprzedawał nam bilety do kopalni złota w Goldfield miał kiedyś piękną dziewczynę z Polski (podobno podobną do mnie ;)), a taksówkarz który wiózł mnie kiedyś w Belfaście wspominał z tęsknotą pewne zakochane lato w Gdańsku, a dziewczyna nazywała się Ola.

Bohaterzy w eksporcie

W Arkansas, gdzie rok temu spędziliśmy trzy miesiące byliśmy ciepło przyjmowani jako Polacy, z jeszcze jednego powodu: Kazimierza Pułaskiego – bohatera walk o wolność obu narodów: Polskiego i Amerykańskiego. Pewien motorniczy z Little Rock zatrzymał tramwaj na środku skrzyżowania, żeby pokazać nam budynek Pułaskiego, a jadąc dalej dał nam mała lekcję historii o tym bohaterze (http://tuiwszedzie.pl/little-rock-city-trolley/).

Takie akcenty i spotkania są bardzo miłe. Nie wiem czy to tęsknota się wtedy w nas odzywa czy patriotyzm, ale jest to fajne spotkać Polskę tam gdzie się tego nie spodziewasz. Nawet kiedy słyszysz, że Polska to wielki komunistyczny kraj.