Miało być niewygodnie, mieliśmy być niewyspani i mieliśmy się ugotować w tych upałach w tym namiocie. Mieliśmy się orobić przy rozstawianiu noclegu, dmuchaniu materacy i gotowaniu na grillu lub palniku gazowym, za to miało być tanio. Sprawdziło się tylko to, że było tanio. Fakt, trzeba było rozstawić namiot, przygotować posiłek, przynieść wodę, trochę to czasu zajmuje. Ale dużo więcej czasu zyskuje się kempingując. Bo co tu robić innego poza spędzaniem razem czasu? I właśnie ten czas spędzony razem czy to na wbijaniu kamieniem śledzi, jedzeniu kolacji przy świetle księżyca w towarzystwie zajęcy i myszy, które cieszą się jak Igorowi zleci z łyżki jakiś cheerios, czy oglądaniu drogi mlecznej jest najfajniejszy. W ogóle kempingowanie jest niesamowite. Czy może być coś bardziej niesamowitego niż prysznic, co prawda wodą z wiadra ale pod gołym niebem pełnym gwiazd, albo nocleg pod drzewem Jozuego?