W części Stanów, którą odwiedziliśmy komunikacja miejska praktycznie nie istnieje. Nie istnieje bo nie ma racji bytu, wszyscy jeżdżą samochodami, czemu zresztą trudno się dziwić. Lepszej infrastruktury trudno sobie wyobrazić. Ponadto upał skutecznie zniechęca do podejmowania większych aktywności. Jeśli chcesz iść na spacer to pojedź tam gdzie chcesz spacerować bo zanim tam dojdziesz odechce ci się chodzić (w wyjątkowo upalne dni nawet żyć), właściwie nie tyle odechce co twój organizm zacznie odmawiać współpracy i rozpaczliwie zaczniesz szukać klimatyzacji. No i odległości są tu znacznie większe niż w Europie.

Ale wracając do Stanów – jedynie w dużych miastach można znaleźć szczątkową komunikację miejską, która jest właściwie bardziej atrakcją turystyczną – dobrym sposobem żeby przemieszczać się po downtown (jak wiecie spacery nie są tu zbyt popularne). Więc będąc w Little Rock zdecydowaliśmy się na przejażdżkę City Trolley czyli po prostu tramwajem, żeby zobaczyć jakie wkoło są atrakcje, ale nie spodziewaliśmy się, że to ów tramwaj (i jego Motorniczy) okażą się największą atrakcją Little Rock – stolicy stanu Arkansas.

Na przystanku zatrzymał się nasz tramwaj. Ładny, drewniany, może nawet zabytkowy. I wtedy widzimy scenkę: wysiadają jacyś ludzie, ściskają się z Motorniczym, śmieją się, robią zdjęcia. Na koniec przepraszają, że musieliśmy czekać, tłumaczą pokazując na Motorniczego, że to świetny facet. Sprawiali wrażenie jakby wychodzili z dobrej komedii a nie z miejskiego tramwaju. Uznaliśmy że trochę to niezwykłe, po czym wsiedliśmy do środka.

Opłata za przejażdżkę to 1 $, 2$ za bilet dzienny, Igor jedzie za darmo. Motorniczy – wesoły, ubrany w elegancki uniform – przywitał nas jak u siebie w domu i zapytał skąd jesteśmy. Tramwaj (blue line) przejeżdża prawie przez całe downtown, przejeżdża też na drugą stronę rzeki, więc naprawdę można poznać kawał miasta. Zwłaszcza z takim Motorniczym. Facet zna po prostu każdy budynek w mieście. Opowiadał nam o tym co mijamy, polecał najlepsze i najtańsze restauracje, zasypał nas ciekawostkami, np. o dzielnicy gdzie nikomu nie udaje się żaden biznes, który dom ile kosztował. Pamiętając, że jesteśmy z Polski zatrzymał się przy budynku sądu nazwanym od imienia Kazimierza Pułaskiego – bohatera walki o wolność dwóch narodów i opowiadał chwilę o historii Stanów. Raz nawet zatrzymał się na środku skrzyżowania żeby pokazać jedno z ciekawych miejsc. To nie tramwaj tylko prawdziwe jeżdżące muzeum.

Kiedy dojechaliśmy do stacji gdzie tramwaj zawraca Motorniczy zaprosił Igorka do pociągnięcia za linkę, która uruchamia ten głośny tramwajowy dzwonek ostrzegawczy(to prawdopodobnie nie jest profesjonalny zwrot, ale myślę że wiadomo o co chodzi). Ponieważ Igor nie lubi głośnych dźwięków, z okazji skorzystał Grzesiek. Motorniczy zrobił  nam też rodzinne zdjęcie. Zdecydowanie najlepszy tramwaj jakim jechaliśmy. Tramwaj zwany niespodzianką.

Wrażenia Igora:

Igorowi podobają się wszelkie przejażdżki tramwajowe. Tramwaj jedzie powoli, nie jest zatłoczony (oprócz nas jechały jeszcze trzy osoby) więc można się tam poczuć naprawdę swobodnie. Możliwość kierowania tramwajem na pewno spodoba się każdemu małemu motorniczemu i każdej małej motorniczce.

Co zobaczyć w Little Rock: