fbpx

Kopalnia diamentów – w poszukiwaniu skarbu i dobrej zabawy

Kolejna migawka z filmu. Tym razem film jest o poszukiwaczach szczęścia i bogactwa. Tylko, że zamiast złota są diamenty. I tym razem to my jesteśmy w rolach głównych. Czy daliśmy się opanować gorączce mieniących się brylantów, czy zawładnął nami sen o łatwym i szybkim bogactwie? Może trochę… No i czy się udało, czy ziścił się ten scenariusz american dream? Na pewno udała się diamentowa przygoda.

 

O co w ogóle chodzi z tą kopalnią diamentów?

Najpierw odpowiem na pytanie, które może chodzić ci po głowie: nie, nie wymyśliliśmy jej sobie. Kopalnia diamentów istnieje, znajduje się w Murfreesboro w Stanie Arkansas. Za opłatą można tam wejść i próbować szczęścia. Co znajdziesz jest twoje. Jak za starych dobrych czasów. Ale, rzeczywiście to jedyna kopalnia diamentów na świecie, do której dostęp ma każdy kto ma 8$.

Może zastanawiasz się jakim cudem taki diamentowy biznes został udostępniony dla zwykłego człowieka. Nie, nic się nie zmieniło, dalej pieniądze rządzą światem, po prostu przemysłowe wydobycie okazało się zbyt kosztowne. Tajemnica wyjaśniona.

By spróbować szczęścia nie musisz też schodzić w podziemia z latarką i kilofem. Kopalnia ma formę ogromnej piaskownicy, która jest w rzeczywistości kraterem wulkanu zasypanym piaskiem wymieszanym z diamentami i minerałami.

Jak rodzą się diamenty?

Diamenty najpierw powstały we wnętrzu ziemi na skutek szczególnych, trudnych do opisania i zrozumienia warunków, potem ścierały się kontynenty, góry się wypiętrzały, aż w końcu erupcja powstałego tu wulkanu wypluła diamenty na powierzchnię. Tak oto w jednym zdaniu zamyka się historia trwająca 200 milionów lat. I dlatego diamenty można znaleźć właśnie tu w Parku Stanowym Krateru Diamentów, gdzie ziemia ciągle odsłania kryjące się pod nią skarby, średnio dwa na dzień.

Jak rodzi się diamentowa gorączka?

Dwa diamenty wielkości łebka od szpilki, no może trochę większe, gdzieś na tych 15 hektarach. Szanse marne… Ale mowa o dwóch ZNALEZIONYCH diamentach. To znaczy, że codziennie średnio dwie osoby ZNAJDUJĄ diament. To już wygląda zupełnie inaczej. Na tyle inaczej, że nawet można pomyśleć: dlaczego wśród tych dwóch szczęściarzy miałoby się nie znaleźć dwoje z nas? Kiedy przyjechaliśmy do Krateru Diamentów na tablicy kredą wypisane były dane znalezionego dziś kamienia. Dwa średnio, statystycznie, więc teoretycznie dziś mogłyby się odnaleźć powiedzmy 4 diamenty, a najwyżej jutro nikt nie znajdzie żadnego. Matematycznie jest to całkiem możliwe. Szansa jest.

Niektórzy naprawdę wierzą w tą szansę, bo wielu przywoziło swój własny sprzęt i ogromne wiadra na urobek noszące ślady użytkowania. Niektórzy są tu stałymi bywalcami.

Jak znajdują się diamenty?

Tego niestety nie wiemy, bo nie udało nam się znaleźć, choć ja przez chwilę myślałam, że wypatrzyłam jeden, niestety był to tylko błyszczący kryształek.

Mieliśmy nawet opracowany plan na wypadek znalezienia diamentu. Grzesiek miał zabrać diament, wymknąć się, odjechać, załatwić sprawę u jubilera, zabezpieczyć pieniądze i po nas wrócić. Na wypadek gdyby ktoś zorientował się, że znaleźliśmy majątek i chciałby nam go odebrać. Ale teraz jak o tym myślę, wydaje mi się, że plan miał jeden słaby punkt. Przecież ktoś mógłby wziąć mnie i Igora za zakładników. 😉 Raczej mało prawdopodobne, gdyż waga znajdowanych tu diamentów nie przekracza z reguły 1 karata, choć w 1924 roku niejaki Wujek Sam znalazł 40 karatowy kamień.

W każdym razie w biurze Parku jest biurko, za którym siedzi pani z lupą i jeśli sobie tego zażyczysz przejrzy twoje znaleziska i powie ci czym naprawdę są (jeśli w twojej kolekcji będzie diament ta pani go na pewno zidentyfikuje, ale po informację o tym ile ma karatów i jaka jest jego wartość musisz pojechać do jubilera rzeczoznawcy). Oprócz diamentów można wygrzebać z piachu wiele innych minerałów. Wśród naszych skarbów było kilka minerałów i choć nie były wartościowe to niektóre naprawdę ładne. A Igor znalazł kamienia wielkości pięści i zadowolony zabrał go na pamiątkę.

W biurze znajduje się też księga z historiami niektórych znalazców. Jest tam na przykład zapisana historia dziewczynki, która przyjechała tu z rodzicami z drugiego końca Stanów w związku z jej żywym zainteresowaniem geologią, i której pasja została nagrodzona przez łut szczęścia. Było też zdjęcie rodziny, która trafiła tu przypadkiem jadąc na wakacje i wzbogaciła się nie tylko o ciekawe doświadczenia.

Jak się szuka diamentów?

Nie wiemy jak diamenty się znajduje, ale wiemy jak się szuka. Jest na to kilka sposobów: szukanie powierzchniowe, przesiew na sucho i przesiew na mokro.

Szukanie powierzchniowe to po prostu uważny spacer z pochyloną głową. Podobno metoda jest skuteczna, ale może być też podstępna, bo nieoszlifowane diamenty nie muszą być wcale bardzo błyszczące i odbijać się w słońcu, nie muszą być nawet białe. Mają też zaokrąglone krawędzie więc słońce szybciej zatańczy na ostrych krawędziach zwykłego kryształu.

Druga metoda: przesiewanie na sucho to medtoda, którą pamiętasz z piaskownicy, a trzecia: przesiewanie na mokro to ta, którą znasz z filmów. Najpierw przygotowujesz sobie urobek czyli kopiesz tam gdzie wydaje ci się, że może być diament, a potem sypiesz to na dwa złożone do kupy sita o różnej gęstości siatki i starasz się wypłukać zanieczyszczenia i kręcąc sitami w wodzie tak, żeby cięższe diamenty opadły na dno. Potem przyda ci się technika robienia babek z piasku: musisz odwrócić szybkim ruchem sito i jeśli będziesz miał szczęście na górze znajdziesz diament.

Jeśli chcesz zapoznać się z dokładnymi technikami wypłukiwania diamentów, na stronie Parku są instruktażowe filmy. A jeśli zechcesz potrenować te techniki tu w Murfreesboro, na miejscu wypożyczysz potrzebny sprzęt. Koszt wypożyczenia wiadra, łopaty i kompletu sit to 12$. Musisz też zostawić 45$ depozytu.

Jak się przygotować?

Wybierając się na poszukiwania do kopalni diamentów w Murfreesboro zabierz ze sobą zapas wody i kapelusz by uchronić się od palącego słońca. Pamiętaj, żeby od czasu do czasu schować się w cień. Ubierz się wygodnie i nie przejmuj się, że się ubrudzisz, bo to masz jak w banku, więc jeśli planujesz potem zajechać do małego ale klimatycznego  Murfreesboro weź lepiej coś na przebranie. Mówi się, że brudne dziecko to szczęśliwe dziecko, a wychodząc stamtąd mieliśmy nawet twarze umazane, ale i uśmiechnięte.

Murfreesboro

Po wyczerpujących poszukiwaniach możesz albo ochłodzić się w przyległym do krateru niewielkim parku wodnym albo wybrać się na shake’a do centrum miasteczka, gdzie odpoczniesz też na ławkach zrobionych z blach ze starego pickupa. A jeśli bardzo ci smutno, że nie znalazłeś diamentu, możesz kupić jeden na pocieszenie w sklepie gdzie leżą obok flag stanu Arkansas, magnesów z logo futbolowej drużyny Razorbacks (duma całego Arkansasu) i innych różności.

Małe, ale urocze miasteczko z południowym klimatem, trochę jak Kingston, o którym opowiadał Grzesiek (http://tuiwszedzie.pl/na-ranczu-w-kingston/)

Co prawda nie przywieźliśmy ze sobą diamentu, nie powiększyliśmy rodowej fortuny, ale wzbogaciliśmy się o niezwykłe i niezapomniane doświadczenie i zdjęcia do rodzinnego albumu, na widok których uśmiecha się cała nasza trójka. No i Igor wzbogacił się o spory kamień, który zapoczątkował jego kolekcję kamieni.

Miło było przenieść się do świata trzylatków z łopatami, wiadrami i sitami, do świata w którym dziecięca wyobraźnia może ze zwykłego kamienia uczynić prawdziwy skarb i w którym można trochę pogrzebać w błocie bez obaw o dorosłą etykietę. A Igorowi było miło, że w końcu wszyscy traktują zabawę w piachu na poważnie, bo to była świetna zabawa ale też ciężka praca.

Sylwia Kołpuć
Sylwia Kołpuć
spostrzegawcza, trochę nieśmiała, podatna na nastroje i klimaty, ze skłonnościami do zachwytu i melancholii, autorka większości tekstów na blogu

1 Komentarz

  1. Anna Kot napisał(a):

    dobrze napisane 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *