BAPS Mandir – hinduska świątynia niedaleko Chicago

hinduska świątynia Chicago

BAPS Mandir czyli hinduska świątynia ukryta na przedmieściach Chicago to jedna z największych niespodzianek naszego wyjazdu. Planując wyjazd, a nawet będąc na miejscu, nie mieliśmy pojęcia o jej istnieniu i nie mielibyśmy pojęcia gdyby nie pomoc Polaków, których poznaliśmy w Chicago. A była to niespodzianka bardzo przyjemna. Może nie ma klimatu jak te świątynie w Indiach, a może ma, nie wiem, nie mam porównania. Pewnie brakuje jej lat w stosunku do tych świątyń, które od wieków stoją w Radżastanie, otoczenia zatłoczonych indyjskich ulic, kolorowych strojów i zapachu kadzideł, a w dodatku kilometr stąd możesz zrobić zakupy w Walmarcie, ale te małe Indie ukryte w stanie Illinoi po prostu mają coś w sobie.

Jak znaleźć hinduską świątynię pod Chicago?

Tą świątynię – mandir, znajdziecie w spokojnej miejscowości Bartlett, zaraz za Chicago. Z downtown to około 40 minut jazdy samochodem w kierunku na lotnisko O’Hare (po drodze możecie odwiedzić dawną polską dzielnicą Jackowo – Avondale). Przy świątyni jest dostępny darmowy parking i wstęp do świątyni też jest darmowy.

Do środka nie wchodzi się przez samą świątynię, ale tunelem prowadzącym z sąsiedniego budynku: haweli. Haveli oznacza „zamknięte miejsce”, świątynię lub dom kupiecki, co by się zgadzało, bo w haweli oprócz niewielkiego ołtarza jest też stołówka i sklep.

Haveli to ten drugi, trochę brzydszy budynek. W środku jest małe pomieszczenie, w którym zostawicie buty i, jeśli macie odkryte ramiona, dostaniecie chustę. W Haveli czeka na Was sympatyczny hindus, który wskaże Wam co robić i którędy wejść do środka.

W korytarzu prowadzącym do wnętrza świątyni rozwieszone są tablice, które mają przybliżyć odwiedzającym tajemnice hinduizmu i nurtu BAPS, jednak nawet po ich lekturze dalej nie byliśmy w stanie określić komu świątynia jest przeznaczona, ani jakie bóstwa się tu czci. Często powtarzały się słowa: inkarnacja, wcielenie.

Korytarzem dostaniecie się do wnętrza mandiru. Mandir to hinduska świątynia: miejsce modlitw i odprawiania pudży czyli obrzędu podczas, którego bóstwu składana jest ofiara z kwiatów lub owoców.

W środku nie można robić zdjęć, a szkoda, bo właśnie tam świątynia robi chyba największe wrażenie. Już w samej haveli jest pięknie zdobione pomieszczenie z ołtarzem z kwiatami i posągami pawi. A komnata świątyni jest nie do opisania. Piękne białe filary prezentujące wizerunki bóstw: kobiet, mężczyzn o czterech rękach, bóstwa o postaci słonia – Ganesha (ten Igorowi spodobał się najbardziej), sufity rzeźbione w piękne kwiatowe wzory. Wszystko tak precyzyjne, symetryczne, perfekcyjne, harmonijne, że mózg nie może się nacieszyć takim idealnym obrazkiem. Raj dla perfekcjonistów. W centralnej części są ustawione murti czyli wizerunki bóstw, święte obrazy Swaminarajana – twórcy nurtu BAPS i jego dwóch następców (wcieleń) Gunatitana i Swami. Z tego co dowiedziałam się z tablic informacyjnych, obecny przewodnik duchowy jest ósmym wcieleniem Swaminarajana. Strasznie to skomplikowane, zwłaszcza patrząc na ilość wizerunków bóstw wykutych w marmurowych kolumnach.

Kiedy my byliśmy w świątyni murti czyli posągi bóstw w głównym ołtarzu były ukryte za drzwiami. Drzwi są zamknięte kiedy murti składane są ofiary lub gdy mają być zostawione w spokoju.

Skąd pod Chicago wzięła się hinduska świątynia

Przyjechała z Radżastanu w Indiach 🙂 Poważnie, a jeszcze wcześniej, materiały na świątynię: marmury i wapienie trafiły do Indii z Włoskiej Carrary i Turcji. W Radżastanie 2000 rzemieślników ciosało w kamieniach wizerunki bóstw i misterne wzory wg. dawnej hinduskiej sztuki. A potem już pod Chicago złożono budowlę z 40 000 tysięcy ogromnych klocków lego. Trzeba przyznać, że logistyka robi wrażenie, zwłaszcza że budowę ukończono w 16 miesięcy.

Jak dowiedzieliśmy się o świątyni?

Od Polaków, których poznaliśmy w Chicago, od Marii – dyrektor szkoły im. Świętej Trójcy w Trójcowie, a później opowiadali nam o niej Pan Andrzej i Pani Tereska ze Stowarzyszenia Emigracji Polskiej. Inaczej nigdy byśmy tam nie dotarli. Nawet wiedząc już o tej świątyni, wcale nie łatwo było odnaleźć ją w internecie, więc bez konkretnych wskazówek ani rusz.

Jedną z największych korzyści z podróżowania jest to, że otworzyliśmy się na ludzi. A kiedy poznajesz nowych ludzi dzieją się fajne rzeczy i akurat podpowiedzi turystyczne to tylko dodatek do takich znajomości i spotkań.

Mam nadzieję, że podobały Wam się zdjęcia, film, świątynia, post. Jeśli tak dajcie nam znać. Do następnego posta! 😉 A na koniec dajemy namiary na świątynię:

 

Sylwia Kołpuć
Sylwia Kołpuć
spostrzegawcza, trochę nieśmiała, podatna na nastroje i klimaty, ze skłonnościami do zachwytu i melancholii, autorka większości tekstów na blogu

1 Komentarz

  1. Ewa Piłat napisał(a):

    Perełka ,fajne znalezisko zdjęcia robią wrażenia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *