Eureka Springs to miasto, które reklamuje się między innymi tym, że ma kompleksową sieć chodników. Z jednej strony, pomyślicie, miejsce, które za jedną z głównych atrakcji uznaje fakt posiadania chodników nie będzie ciekawe. Ale z drugiej strony, w świecie bez chodników, jakim jest Ameryka to naprawdę coś. W tym aż do przesady pragmatycznym kraju istnienie chodnika zwiastuje istnienie miejsca lub miejsc do których on prowadzi. I to miejsc na tyle atrakcyjnych, żeby były w stanie skusić do spacerów.

My bardzo lubimy spacery i po przyjeździe do Ameryki trudno nam się było przyzwyczaić do pustych ulic, kończących się nagle i bez ostrzeżenia chodników, do tego że idąc nie mijasz ludzi, którzy nie grają w PokemonGo. Więc wiadomość o rzekomych chodnikach w Eureka Springs bardzo nas ucieszyła, chociaż też rozbawiła. Wyobrażacie sobie żeby jakieś polskie miasto się w ten sposób chwaliło? Zapraszamy do Gdyni, gdzie czekają na was kilometry chodników (co notabene jest prawdą).

Dystrykt historyczny Eureka Springs niewątpliwie spacerami kusi. Już wjeżdżając wiadomo, że to właściwe miejsce. Po prostu nagle zdajecie sobie sprawę, że chyba znaleźliście się po drugiej stronie kinowego ekranu. Stare budynki, wykończone kamieniem i czerwoną cegłą, z metalowymi poręczami, kutymi balkonikami i balustradami, wąskie schodki, metalowy most łączący budynki nad ulicą, charakterystyczne szyldy i czcionki napisów na murach – wszystko wygląda jak scenografia i przywodzi na myśl dawne kasyna, salony i kurorty.

Nie wiadomo skąd na ulicach jak spod ziemi pojawili się też ludzie, z pobliskiego parku dochodzi muzyka, akurat grają na bębnach. Wzdłuż wytęsknionych chodników ciągną się niezliczone i kolorowe sklepiki z różnościami. Na pewno każdy znajdzie tu coś dla siebie. Sklepy ze słodyczami i pamiątkami made in China na pewno was nie zdziwią. Ale już sklep z ręcznie robionymi kapeluszami może. Jest tu bardzo dużo sklepików autorskich z ubraniami, obrazami, biżuterią – made in Arkansas. Jest też sklep z ceramiką a’la cepelia. Gdzieniegdzie wpleciono jakiś bar lub restaurację. A na środku dumnie stoi budynek sądu, gdzie pewnie kiedyś skazywano zbirów na śmierć przez powieszenie.

Trochę dalej na wzgórzu, gdzie wspięliśmy się starymi schodami z ubytkami jak w mleczakach przedszkolaka i starą, kutą, żeliwną poręczą, znajduje się spokojne osiedle przepięknych domów z drewnianymi elewacjami w kolorach pasteli. Na płotach i werandach pozawieszano kolorowe koraliki. Niektóre domy na uroczych szyldach oferują nocleg u czyichś cioć i wujków. Sielankowo – pastelowy krajobraz na zielonym wzgórzu. Eureka Springs położone jest między wzgórzami, na które prowadzi wiele ścieżek, więc pewnie takich spokojnych zakątków, albo zupełnie innych, jest więcej.

Na koniec naszego spaceru by odpocząć siadamy na przystanku (tu nawet jeżdżą autobusy i to nie te szkolne). Jest już ciemno. W lokalu na przeciwko, który w zasadzie nie ma frontowej ściany, zespół gra muzykę w stylu country rocka. Był to chyba najlepszy występ na żywo jaki widzieliśmy w stanach. Nie wiem czy jury X-factora byłoby równie zadowolone, ale na tle tych oświetlonych budynków, tonacje i akordy są bardziej wyrozumiałe.

Eureka Springs to bardzo przyjemne miejsce, mimo, że to typowo turystyczny kurort nie czuje się tu zgiełku tylko miłe towarzystwo ludzi, mimo wielu sklepów miasto nie stało się bazarem. To prawie europejskie miasto: nazywane małą Szwajcarią, miastem schodów, z chodnikami, przystankami i autobusami. Tyle że całkiem amerykańskie, jednak.

Wrażenia Igora:

Za sprawą filmu Samoloty 2 Igor stał się fanem AC/DC, więc gitary i rockowa muzyka to zdecydowanie jego klimaty. Dodatkowo został też operatorem kamery podczas tego mini koncertu, więc niechętnie opuszczał przystanek. Spacer z piracką szablą w dłoni też był niczego sobie.