Nie było łatwo, trochę pomógł przypadek ale znaleźliśmy miejsce na kempingu.
Grill był na śniadanie zamiast na obiad, wieczorem skąpaliśmy się w deszczu zamiast pod prysznicem, a rano w rzece a nie w wannie. Trochę to nie po kolei ale dla nas idealnie. A potem wyruszyliśmy ku Dolinie Śmierci. Diabelskie i pięknej. Zobaczcie: