Dallas – południe zamknięte w mieście

Dallas: razem z aglomeracją daje ponad 24 tys. km2 miasta (4 Warszawy, 177 Gdyń, 7,5 Barcelony). Na nich stoją wieżowce, bloki i domy z ukrytymi w nich 7 milionami ludzi (2,5 Warszawy, 28 Gdyń, 1,4 Barcelony). Wszystko połączone serpentyny estakad i autostrad, od których może się zakręcić w głowie. A skoro Dallas to Teksas czyli kowboje, pistolety, steki, prerie, bizony, spokój i wolność (no z tym było różnie). Czy można w tak wielkim mieście doświadczyć Teksasu? Stosunkowo.

Dallas w Teksasie, Teksas w Dallasie

Jako tak wielkie miast Dallas jest niewątpliwie obarczone globalizmem, konsumpcjonizmem i pewnie jeszcze innymi izmami, ale, jeśli chcesz, znajdziesz tu Teksas. Znajdziesz go w niejednej restauracji serwującej steki i burgery, w których nawet na drzwiach toalety zamiast kółeczka i trójkącika jest cowgirl i cowboy. Znajdziesz go w sklepie na półkach z pachnącymi krokodylą skórą butami. W takim sklepie Teksas można nawet przedawkować. A jeśli bardzo chcesz znajdziesz go w Pioneer Plaza czyli na Placu Pionierów spacerując między mosiężnymi kowbojami i złapanymi w bezruchu longhornami (gatunek bydła z długimi rogami). W niewielkich dawkach jest wszędzie. Do tego, jak na tak wielką aglomerację jest tu nadzwyczaj spokojnie, niespiesznie i cicho prawie jak na ranczu lub plantacji bawełny (przynajmniej w weekendy i przynajmniej w dzień). Niemal można by odjechać na rumaku w stronę zachodzącego słońca. Nimal, bo jednak między setkami samochodów.

Miasto w Dallasie

Dallas wraz z sąsiednimi miastami tworzy największą metropolię w Stanach pozbawioną połączenia z morzem. Więc Dallas to nie byle jakie miasto. Pomyśl 177 Gdyń! Ale patrząc na stosunek powierzchni do ilości mieszkańców no to jest w Dallas czym oddychać (dobrze, że Gdynia jest nad morzem), choć w wysoko zabudowanym centrum można się na chwilę poczuć jak w filmie King Size.

Downtown 

Nigdy wcześniej nie byliśmy w mieście tych rozmiarów i gabarytów. Już samo to robi wrażenie, zwłaszcza w wysoko i gęsto zabudowanej części downtown. Trochę irytujące jest to, że nie można tej przestrzeni oswoić, a mózg nie chce przestać próbować, bo coś mu się nie zgadza. Patrzysz na budynek i chcesz zobaczyć go w całości, zadzierasz głowę – nie da się. Patrzysz na drugą stronę ulicy – większa odległość powinno być łatwiej – nic z tego. Cofasz się, żeby jakoś to ogarnąć i zanim zobaczysz niebo wpadasz na ścianę kolejnego kolosa. Już wiesz jak czuł się twój chomik w terrarium (a co dopiero Nowy Jork czy Chicago). Trzeba pogodzić się z tym, że nie obejmiesz wzrokiem tej przestrzeni a wtedy można spacerować dalej bez uczucia zagubienia. Zresztą można obejrzeć downtown z góry z Reunion Tower. No i za chwilę wychodzi się do niżej zabudowanej części.

Klyde Warren Park

W samym downtown też znajdziesz trochę wolnej przestrzeni i relaksu. Klyde Warren Park gdzie dojedziesz, w naszym przypadku już tradycyjnie, tramwajem. Park nie jest może zachwycający, ale na miejską oazę nadaje się w sam raz.

McKinney Avenue Trolley

Sam tramwaj też jest ciekawy. My akurat trafiliśmy na ponad stuletni tramwajem pochodzący z Porto, gdzie, przed podróżą za ocean, jeździł 70 lat. Zanim trafił do Dallas jeździł jeszcze po ulicach San Francisco. To uczucie kiedy zazdrościsz tramwajowi podróży… No i jest coś dla fanów Tomka i Stacyjkowa. Na końcu trasy jest obrotnica kolejowa i można zostać w tramwaju kiedy ten obraca się po kole. Biletów nie trzeba.

Dallas World Aquarium

Oglądanie egzotycznych gatunków zaczyna się już w kolejce po bilety (dorośli około 21$, dzieci powyżej 2 lat 15$). W innych akwariach czasami przy kasie na zachętę jest mała ekspozycja z meduzami, a w Dallas masz wrażenie, że masz za sobą już ¼ wystawy, a tu nagle kasa. To też świetny chwyt marketingowy, bo nikt kto doszedł do kasy już się nie cofnie (z wygody bo to kawał drogi, więc jak już tu i tak jestem to wejdę albo by uniknąć marszu wstydu). Powinni też chyba zmienić nazwę, bo słowo akwarium w ogóle nie oddaje tego co czeka w środku. Może “Tropikalny świat” lub “Jumanji” byłoby lepsze.

Podobnie jak Zoo w Memphis Akwarium w Dallas jest przykładem świetnego wykorzystania przestrzeni. Nie tylko w sensie ergonomii ale wręcz magii. Tam umieją sprawić by z pozoru zwykły, niczym niewyróżniający się z zewnątrz budynek za progiem zamienił się w prawdziwą dżunglę, gdzie spacerujesz drewnianymi mostami, nad tobą latają ptaki pod tobą pływają jakieś wielkie stwory. Przechodzisz koło drzewa patrzysz w górę a tam leniwiec, tak blisko że mógłbyś podrapać go po brzuchu, czego nie robisz i idziesz dalej, akurat karmią wydry.

 

 

Później idziesz po schodach na dół pod to jezioro, które wcześniej widziałeś z góry i teraz oglądasz te stwory w ich wodnym świecie przez ścianę i sufit ze szkła. Na końcu już standardowo wychodzisz ale zostają ci niestandardowe wrażenia.

 

 

Reunion Tower

Reunion Tower to powinien być pewniak każdej wycieczki do Dallas. Wieża sama w sobie nie jest może cudem architektury, ale nadrabia widokami. Na szczycie wieży role się odwracają ty przestajesz być mrówką w gąszczu ulic i między klockami wieżowców, teraz to Dallas staje się makietą. Jest tu interaktywna mapa i kącik dla dzieci, a Igor wybił sobie odznakę z herbem Texasu. Cena za te widoki to 17$, dzieci od 4 lat płacą 8$.

Deep Ellum

Deep Ellum zaczęło od artystów, potem było domem dla imigrantów i afroamerykańskiej społeczności, było zapleczem mieszkalnym dla wielkich przemysłów w Dallas, aż w końcu stało się centrum rozrywki. To dzielnica, w której kiedyś można było wstąpić do saloonu. Teraz można usiąść w barze, restauracji, zrobić sobie tatuaż kiedy zaparkujesz już swojego harleya, ubrać się w stylu pin-up i znaleźć książkę swojego ulubionego pisarza na regale bookcrossingowym. Deep Ellum to małe miasteczko, które zatrzymało się w czasie jakieś 100 lat temu otoczone przez pędzące i rozwijające się miasto. Ta dzielnica ma swój charakter, żeby nie powiedzieć charakterek. Prawda jest taka, że w Deep Ellum więcej jest drogi 66 niż przy drodze 66 w Amarillo. Jak się bawić to w Deep Ellum

Trupy w szafie

Dallas ma kilka niestety. Najsłynniejszy to John Kennedy. Zamach na prezydenta na zawsze zmienił miasto. Tak naprawdę nie sposób być w Dallas, mówić o Dallas czy pisać o Dallas bez zetknięcia się z tym wydarzeniem. Jeśli wybierzesz się na spacer po downtown to na pewno natkniesz się na Dealey Plaza – miejsce zamachu, czyli przejdziesz koło budynku, z którego padły strzały, wzdłuż ulicy którą jechał prezydencki samochód. Jeśli wjedziesz na Reunion Tower z góry też dojrzysz to miejsce, możesz też obejrzeć film dokumentalny na ten temat. A jeśli będziesz chciał kupić pocztówkę w sklepie z pamiątkami to możesz kupić taką właśnie z Dealey Plaza z zaznaczonymi miejscami, w których był prezydencki samochód w momencie oddawania strzałów i z zaznaczonym oknem, z którego strzelał zamachowiec. I wtedy uświadomisz sobie jak blisko ciebie może być historia jakichś zamorskich krajów z drugiego końca świata i że ta historia może w jakimś sensie dotyczyć także ciebie.

Ale to nie jedyne trupy w szafie w Dallas. Kolejna kartka z historii to “teksańskie kłopoty” z 1860 roku. W lipcu tamtego roku w mieście wybuchł pożar, który pochłonął dużą część biznesowego dystryktu Dallas. Podejrzenie o podłożenia ognia padło na niewolników. Trzech zlinczowano, a pozostali niewolnicy z Dallas na mocy oficjalnego nakazu zostali wychłostani. Z tą słynną wolnością to było różnie…

No i pewnie pamiętasz strzelaninę z udziałem policji w tamtym roku. To było kilka tygodni przed naszą wizytą, może stąd ta cisza.

Już może zamknijmy tą szafę.

W Dallas można dobrze spędzić czas i poczuć się dobrze. Jest to na pewno dobry początek przygody z Teksasem, ale jeśli szukasz wolności jedź do Denton, z Dallas już blisko, a potem wybierz się na roadtrip. Jeśli szukasz spokoju zatrzymaj się w Goodnight lub innej przypadkowej miejscowości przy drodze, może akurat będzie mały festyn. A jeśli chcesz zapolować z aparatem na bizony lub piękne krajobrazy koniecznie wybierz się do kanionów Palo Duro i Caprock, ale o tym za tydzień.

Sylwia Kołpuć
Sylwia Kołpuć
spostrzegawcza, trochę nieśmiała, podatna na nastroje i klimaty, ze skłonnościami do zachwytu i melancholii, autorka większości tekstów na blogu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *